Skip to main content
Mój pierwszy poranek we Florencji zmienił wszystko

Mój pierwszy poranek we Florencji zmienił wszystko

Alarm zadzwonił o 5:30 i prawie go zignorowałam

Poprzedniego wieczoru przyleciałam z Edynburga, autobusem z lotniska w Pizie przejechałam przez ciemniejącą toskaną równinę i dotarłam do mojego B&B na Via dei Servi prawie o północy. Pokój miał terakotowe podłogi i jedno okno wychodzące na wąską uliczkę. Słyszałam kota. Zasnęłam niemal natychmiast.

Alarm ustawiłam na 5:30, bo znajomy, który był we Florencji trzy razy, dał mi jedną jedyną radę: „Idź na Ponte Vecchio przed siódmą rano. Zrozumiesz.”

Jeszcze nie rozumiałam. Schowałam telefon pod poduszką, przez cztery minuty leżałam i myślałam o tym, po czym wstałam.

Jak wygląda Ponte Vecchio o szóstej rano

O tej porze miasto nie jest puste — nigdy całkiem nie jest — ale panuje cisza, która wydaje się niezasłużona, jakbyś znalazła się w muzeum po zamknięciu. Na Piazza della Repubblica pracowali zamiatacze ulic. Mężczyzna na rowerze przejeżdżał przez Arno po Ponte alle Grazie. Niebo było w tym szczególnym bladoszarym odcieniu wczesnego września we środkowych Włoszech — takim, który obiecuje ciepło później, lecz na razie je skrywa.

Szłam na południe od Via dei Servi, skręciłam przy Bargello i bez planu wyszłam na Lungarno — ulicę biegnącą wzdłuż rzeki. Ponte Vecchio było przede mną, z zamkniętymi jeszcze średniowiecznymi sklepikami i złotem jubilerów ukrytym za zielonymi drewnianymi okiennicami. W środku mostu zatrzymałam się i spojrzałam na wschód, w górę rzeki, ku niskim wzgórzom zaczynającym łapać światło. Woda była bardzo spokojna. Na murku usiadł gołąb i patrzył na mnie z obojętnością.

Stałam tam chyba przez dziesięć minut, nie robiąc nic pożytecznego, i chyba zrozumiałam, co miał na myśli mój znajomy.

Zgubienie się przy Duomo (przyjemne)

Mój plan na pierwszy ranek — o ile można go tak nazwać — zakładał odnalezienie Duomo i stanięcie przed nim. We Florencji to zadanie jak najbardziej wykonalne; kopuła widoczna jest niemal zewsząd i można nawigować, idąc po prostu w kierunku, gdzie na niebie coś ogromnego wydaje się mieć rację bytu.

Nie spodziewałam się jednak, że przyjemnie zgubię się w uliczkach wokół. Średniowieczna siatka ulic Florencji powstawała, zanim ktokolwiek przejmował się możliwością orientacji, a zaułki między Bargello a Duomo to labirynt o nieregularnych szerokościach i niespodziewanych ślepych zaułkach. Za jednym rogiem zamiast placu znalazłam mały kościół, o którym nigdy nie słyszałam. Za następnym — wybrukowaną uliczkę ledwie szeroką dla dwóch osób, z suszącym się nad głowami praniem i zapachem chleba z miejsca, którego nie mogłam zlokalizować.

Gdy Duomo w końcu się ukazało — za rogiem, wypełniając plac, który wydawał się za mały — skala była naprawdę wstrząsająca. Widziałam zdjęcia. Wiedziałam, że jest duże. Nie rozumiałam jednak, że stanięcie przed kopułą Brunelleschiego na chwilę zaburzy moje poczucie perspektywy, tak jak bywa, gdy nie wiadomo, jak daleko jest jakiś obiekt.

Siedziałam na schodach Baptysterium przez dwadzieścia minut i patrzyłam, jak miasto zaczyna swój dzień.

Kawa i rytuał przy barowym kontuarze

Około 7:30 byłam głodna w niesprecyzowany sposób właściwy osobom z jet lagiem, i trochę mi się chciało jeść. Znalazłam bar — florencki bar, czyli stojący lokal kawowy, nie miejsce serwujące alkohol — przy bocznej uliczce w pobliżu Piazza della Signoria. Przy kontuarze stało trzech mężczyzn w roboczych ubraniach i kłóciło się o coś, czego nie uchwyciłam. Telewizor na ścianie pokazywał wyniki sportowe. Barista poruszał się za maszyną do espresso ze skupioną sprawnością kogoś, kto wykonał ten sam ruch dziesięć tysięcy razy.

Zamówiłam caffè — po prostu „caffè”, bo we Florencji oznacza to espresso — i cornetto, miękki włoski rogalik podawany bez nadzienia albo z dżemem morelowym lub kremem. Jadłam na stojąco, tak jak wszyscy, i zapłaciłam 2,10 euro, jak wskazywał cennik na ścianie. Espresso było bardzo małe, bardzo dobre i zniknęło w dwóch łykach.

Taki jest florencki poranek. Nie place i muzea — te przychodzą później. Poranek to: kontuar, grupka stałych bywalców, coś do jedzenia i kawa w filiżance wielkości kieliszka do wódki, która smakuje lepiej niż cokolwiek, co kiedykolwiek wyszło z dużego ekspresu.

Oltrarno na piechotę

Po kawie przeszłam przez rzekę innym mostem — Ponte Santa Trinita, elegancko odbudowanym po zniszczeniu przez Niemców w 1944 roku — i znalazłam się w Oltrarno. Południowy brzeg to inne miasto niż to, które widzi większość turystów. Ulice są szersze i bardziej mieszkalne. Sklepów z pamiątkami jest mniej, a miejsc sprzedających rzeczy, których ludzie naprawdę potrzebują, więcej: sklep żelazny z pięknymi miedzianymi klamkami w witrynie, apteka w rękach tej samej rodziny od czterech pokoleń, warsztat, gdzie mężczyzna robił coś z meblami za pomocą specjalnego struga.

Dzielnica Santo Spirito zaczynała się budzić. Na placu ustawiano stoisko rynkowe, które otworzyłoby się później. Kobieta zamiatała przed swoimi drzwiami. Bazylika di Santo Spirito — Brunelleschi po raz kolejny, pracujący z czystością formy, jakiej nie zawsze osiągał w innych projektach — była otwarta, a ja weszłam do środka i miałam ją niemal dla siebie.

To jest ta część Florencji, która nie pojawia się często na liście atrakcji. I to jest właśnie część, do której wracam.

Piazzale Michelangelo o poranku

Weszłam na Piazzale Michelangelo schodami z Oltrarno, a nie drogą — trasa wiedzie przez mały park i doprowadza na punkt widokowy z boku, nie od frontu. Do 10:00 przyjeżdżały już autokary i taras zapełniał się ludźmi, lecz widok robił swoje bez względu na okoliczności: kopuła dominująca i miedzianoczerwona w centrum, Arno srebrna linia pośrodku wszystkiego, miasto rozciągające się ku wzgórzom Fiesole na północy.

Nie płaczę łatwo. Ale stojąc tam, zmęczona, napojona kofeiną i lekko przytłoczona, miałam bardzo silne poczucie, że przybyłam w miejsce, do którego będę musiała wracać.

Od tamtej pory wróciłam cztery razy.

Praktyczne wskazówki na własny pierwszy poranek

Jeśli brzmi to kusząco — wczesny start, puste mosty, espresso na stojąco — oto logistyka tego, jak to zrobić bez nadmiernego myślenia.

Mieszkaj tak blisko centrum, jak możesz. Miasto jest zwarte, ale o 5:30 nie chcesz nawigować z poza starówki. Dobre bazy to okolice Via dei Servi (między Duomo a Accademia), Santo Spirito w Oltrarno i uliczki wokół Piazza della Repubblica.

Jedz śniadanie przy barowym kontuarze. Wielkie kawiarnie na głównych placach za to samo espresso i cornetto żądają dwa do trzech razy więcej niż sąsiednie bary. Znajdź boczną uliczkę, poszukaj miejsca, gdzie stoją miejscowi, i wejdź.

Chódź wszędzie pieszo. Historyczne centrum Florencji jest tak kompaktowe, że taksówka lub autobus są prawie nigdy niepotrzebne, gdy już jesteś w środku. Przewodnik po poruszaniu się po Florencji zawiera wszystko — od tramwaju z lotniska po najlepsze trasy między dzielnicami.

Zarezerwuj duże muzea z wyprzedzeniem na późniejsze godziny dnia. Pierwszy poranek powinien być wolny — Ponte Vecchio o wschodzie słońca, uliczki wokół Duomo, Oltrarno, wejście na Piazzale Michelangelo. Uffizi i Accademia zachowaj na czas, gdy się już zadomowisz i zjesz porządny lunch. Przewodnik po rezerwacji biletów do Uffizi opisuje szczegółowo cały proces.

Wróć przynajmniej raz. Jedna wizyta we Florencji nie wystarczy. Nigdy nie wystarczy. Miasto odsłania się powoli, a to, co ma najcenniejszego — sąsiedzkie bary, przeoczone kościoły, dwudziestominutowe rozmowy z ludźmi prowadzącymi ten sam sklep od czterdziestu lat — wymaga czasu, by je odnaleźć.

Mój znajomy miał rację. Poszłam na Ponte Vecchio przed siódmą rano i zrozumiałam.

Co robić drugiego dnia (i kolejnych)

Gdy pierwszy poranek zrobi swoje, będziesz lepiej wiedziała, jakim podróżnikiem jesteś we Florencji: miłośnikiem muzeów, wędrowcem, smakoszem, czy połączeniem wszystkiego. Przewodnik ile dni spędzić we Florencji pomaga zaplanować resztę pobytu według własnych zainteresowań, nie według ogólnikowych itinerariów.

Na pierwszy pełny dzień nie do pobicia jest połączenie Uffizi lub Accademia rano (rezerwacja z wyprzedzeniem, zawsze z wyprzedzeniem), lunch w Mercato Centrale lub w trattorii w okolicach Sant’Ambrogio, Oltrarno po południu i Piazzale Michelangelo o zachodzie słońca — wszystko wykonalne i bez poczucia pośpiechu.

Im więcej dajesz Florencji, tym więcej dostaje się w zamian. Taki jest z nią układ. Ona dotrzymuje go od siedmiuset lat.